Podsumowanie wyborów samorządowych z 2002 roku

Marcin Sochacki, wanted@linux.gda.pl, 2003-04-20

Artykuł ten jest w dużej mierze kompilacją kilku artykułów zamieszczonych wcześniej w serwisie 7thGuard.

Już niebawem czekają nas kolejne wybory -- w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jest to okazją do przypomnienia wydarzeń sprzed kilku miesięcy związanych z kwestią najbardziej interesującą RWO, czyli obsługą informatyczną wyborów samorządowych. Poważna awaria systemu komputerowego skłania do zastanowienia się nad przyczynami tego zdarzenia i poszukania alternatywnych rozwiązań. Podobne fiasko w wyborach unijnych byłoby dobrym tematem dowcipów dla całej Europy.

W czerwcu 2002 Państwowa Komisja Wyborcza rozpoczęła kampanię mającą na celu zwerbowanie grupy lokalnych "operatorów komputerów", których zadaniem byłoby przyniesienie prywatnego PC do obwodowej komisji wyborczej, zainstalowanie aplikacji i wysłanie modemem wyników głosowania do centrali. Problem w tym, że aplikacja pracowała tylko pod systemem MS Windows, a zaopatrzenie się w legalną kopię tegoż systemu było w gestii właściciela komputera. Za swoją pracę każdy operator miał otrzymać wynagrodzenie.

Społeczność opensource w Polsce skrytykowała ten projekt, podając takie zarzuty jak wysokie koszty społeczne takiego systemu, problemy z bezpieczeństwem, wspieranie rozwiązań Microsoftu. Choć według oficjalnej wersji wydarzeń, Prokom przekazał tę aplikację nieodpłatnie, nie jest tajemnicą, że cała obsługa informatyczna wyborów kosztowała podatników ok. 25 mln zł, z czego 2 mln -- pilotażowy projekt elektronicznego przesyłania wyników wyborów.

Rzeczywistość zweryfikowała ambitne plany PKW i Prokomu -- nowy system informatyczny udało się uruchomić w zaledwie 10% obwodów, a powodem tego było po prostu niskie zainteresowanie społeczeństwa.

Im bliżej daty wyborów, tym głośniej twórcy systemu podkreślali jego doskonałość i nowoczesność. Wiele z tych zapewnień było tylko słowami rzucanymi na wiatr, chyba tylko dla osiągnięcia odpowiedniego efektu medialnego i mydlenia oczu społeczeństwu. Dla przykładu w "Computerworld" 20-2002 ukazała się informacja, że uczestnicy programu pilotażowego na mocy umowy z Microsoft będą mogli zalegalizować za 15 zł posiadane kopie systemu.

Jak wiemy, same słowne zapewnienia niestety nie mogą zastąpić pracy analityków, programistów i testerów. Krytycznego dnia 27 października 2002 roku system zawiódł, utrudniając pracę obwodowym komisjom wyborczym i opóźniając ogłoszenie wyników wyborów. Efektem tego była wielka lawina wyjaśnień, pomówień i wzajemnych oskarżeń, która przetoczyła się wówczas we wszystkich mediach. Niejednokrotnie, oświadczenia zaangażowanych w wybory firm i osób były sprzeczne ze sobą. Rozpoczęło się również dochodzenie zmierzające do wyjaśnienia przyczyn niepowodzenia. Sprawą zajęła się również Najwyższa Izba Kontroli, jednak do tej pory nie opublikowała żadnego raportu.

Okazało się, że wyboru firm obsługujących wybory dokonano bez przetargu, za zgodą Urzędu Zamówień Publicznych, tłumacząc się tym, że polska informatyka jest jeszcze młoda.

Ponadto, ogłoszono, że aplikacja kliencka została napisana przez firmę Pixel Technology z Łodzi, a nie Prokom (jak utrzymywano przed wyborami). Ta ostatnia firma była odpowiedzialna za stronę serwerową, która w opinii większości operatorów komputerów była w głównej mierze źródłem problemów. Niespodziewanie jednak, prezes Pixel Technology -- Tomasz Szeller wziął całą winę za wadliwe działanie systemu na swoje barki. W artykule z  "Computerworld" 41-2002 Tomasz Marcinek postawił dość wiarygodną hipotezę, że firma Pixel Technology miała w ten sposób ochronić (nie bezinteresownie, oczywiście) dobre imię Prokomu.

Czy tak było w istocie prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, bo tego typu umowy zawierane są w zacisznych gabinetach prezesów. Tak czy inaczej, afera wyborcza w bolesny sposób uświadomiła Polakom jak nieodpowiedzialne decyzje podejmują osoby na publicznych stanowiskach w państwie, a także jak nieprofesjonalne jest podejście wielkich firm do zamówień rządowych.

Jak wiadomo, RWO dąży do promowania wolnego oprogramowania m.in. w polskiej administracji. Można zastanawiać się, czy wdrożenie systemu opartego o otwarte standardy pozwoliłoby uniknąć tak dużej wpadki. Wolne Oprogramowanie nie jest jednak uniwersalną receptą na wszystko: potrzebni są przede wszystkim odpowiedzialni i zdolni ludzie na wysokich stanowiskach w państwie, którzy podejmowaliby mądre decyzje. W związku ze zbliżającym się referendum europejskim pytanie o obsługę informatyczną stało znów aktualne. W odpowiedzi, kierownik Krajowego Biura Wyborczego Kazimierz Czaplicki ogłosił, że tym razem problemem zajmie się KBW we własnym zakresie. Czas pokaże, czy była to dobra decyzja, ale z pewnością już teraz można powiedzieć, że obsługa tegorocznego referendum będzie tańsza.

Odsyłacze do innych zasobów: